Wyjście ze strefy komfortu – małe kroki, duże znaczenie
Wychodzenie ze strefy komfortu brzmi jak coś wielkiego. Jakby trzeba było nagle zrobić coś odważnego, przełomowego czy spektakularnego.
A często wygląda to dużo ciszej.
To moment, w którym odzywasz się podczas spotkania, choć serce bije szybciej. Kiedy chcesz powiedzieć „nie”, ale nie wiesz, jaka będzie reakcja drugiej osoby. Kiedy musisz zapytać o drogę w obcym miejscu albo zwrócić się do nieznanej osoby.
Kiedy idziesz gdzieś sam.
Kiedy robisz coś po raz pierwszy.
Kiedy mówisz „nie”, choć masz ochotę się wycofać i dla świętego spokoju się zgodzić.
To małe rzeczy, ale potrafią być naprawdę dużym wyzwaniem.
I wcale nie chodzi o to, żeby przestać się bać. Chodzi o to, żeby zrobić coś pomimo strachu – w swoim tempie i na swoich zasadach.
Właśnie o tym rozmawialiśmy podczas wczorajszych zajęć grupowych. Dzieci i młodzież, podobnie jak dorośli, każdego dnia mierzą się z sytuacjami, które wymagają od nich odwagi, samodzielności i przełamywania własnych ograniczeń.
Rozmawialiśmy o tym, że wyjście ze strefy komfortu nie zawsze oznacza wykonanie wielkiego kroku. Czasem jest nim po prostu pozostanie w czymś trudnym odrobinę dłużej niż zwykle. Zrobienie czegoś, co jest dla nas niewygodne, ale jednocześnie ważne – bo wiemy, że po drugiej stronie może czekać coś dobrego.
To było bardzo wartościowe spotkanie i kolejna okazja do przyjrzenia się temu, jak możemy wspierać siebie w trudnych sytuacjach.